Strona główna » Poradnik o upadłości konsumenckiej i oddłużaniu » Upadłość konsumencka, a przyzwyczajenie do długów

Upadłość konsumencka, a przyzwyczajenie do długów

Upadłość konsumencka, a przyzwyczajenie do długów

Temat na dzisiaj, to upadłość konsumencka, a przyzwyczajenie do długów. Temat tego wpisu nasunął mi się w trakcie rozmów z osobami zadłużonymi. Nawet czytając napływające maile od czytelników, można dojść do wniosku, że przyzwyczajenie do długów i strach przed upadłością powstrzymuje ich od jej ogłoszenia.

Zastanowimy się dzisiaj, dlaczego przyzwyczajenie do długów powstrzymuje przed ogłoszeniem upadłości.

Twoje przyzwyczajenie do długów

Zapewne wiele osób, które wiedzą o twoich zadłużeniach, zastanawia się, dlaczego wciąż w nich tkwisz. Może nawet zdarzyło Ci się, że ktoś się ciebie pytał, dlaczego nic nie robisz, żeby wyjść z długów. Być może sam sobie również zadawałeś to pytanie. Fakty są takie, że zadłużenie jest uciążliwe na początku „współżycia” z nim. Sam fakt posiadania długów działa deprymująco. Większość osób bardzo przeżywa nawet pierwsze monity o zapłatę. Nie mówiąc już o dalszych etapach prób odzyskania długu przez wierzycieli, to jest postępowaniach sądowych i wynikających z nich egzekucji komorniczych. Później jednak sytuacja się normuje. Dłużnik przyzwyczaja się do życia z długami i uczy się

Życie z długami i nauka uników

Po pierwszym można powiedzieć, że „zapoznawczym” etapie osoba zadłużona przechodzi do etapu nauki. Uczy się jak unikać egzekucji komorniczej, jak postępować i co robić, żeby nie wpaść w sidła komornika. Osoby, z którymi miałem do czynienia najczęściej „dogadywały” się z pracodawcą, żeby na umowie mieć najniższą krajową, a nadwyżkę dostawać do ręki. Zdarzały się też osoby, które pracowały na czarno, żeby uniknąć egzekucji. Pośrednim sposobem, a raczej zabezpieczeniem pieniędzy jest otwarcie konta osobistego w mało znanym banku lub Skok-u. Moi klienci otwierali nawet konta w jakichś małych lokalnych Skok, o egzotycznych nazwach. Zapamiętałem jedną… Opatrzności Boskiej (lub podobna). Cóż chcieć znaczy móc. 😉 Czy takie zachowania mają sens? W mojej ocenia nie, ale o tym w dalszej części.

Upadłość konsumencka, a przyzwyczajenie do długów

Większość z osób tonących w długach nie myśli o upadłości konsumenckiej, jako o sposobie wyjścia z nich. Przynajmniej na początku szukane są różnego rodzaju „cudowne rozwiązania”. Mogą to być pożyczki oddłużeniowe i inne pseudo finansowe oferty. Oferty takie są niestety próbami wyłudzenia pieniędzy od osób w trudnej sytuacji. Można tu zastosować analogię do powiedzenia „tonący brzytwy się chwyta”. Przy takich pożyczkach wcześniej czy później pojawia się żądanie wpłaty określonej sumy. Nazywane to jest różnie, czasami jako prowizja innym razem jako koszty zabezpieczenia. Żadna  z osób, z którymi pracowałam po dokonaniu takiej wpłaty, nie otrzymała pożyczki. Na tym etapie wiele osób ostatecznie traci nadzieję na wyjście z długów i się poddaje.  Przestają robić cokolwiek, żeby wyjść z długów i stosują jedynie wspomniane uniki.

Zadziwiające jest podejście osób zadłużonych do upadłości. W znacznej części przypadków w czasie rozmowy odnosiłem wrażenie, że osoby te były całkowicie bierne. Wyglądało, to tak jakby czekały na cud, że ktoś przyjdzie i w magiczny sposób oddłuży. Na pytanie dlaczego nie ogłosili wcześniej upadłości, uzyskiwałem często odpowiedź, że niewiele wiedzą na jej temat. Chociaż zdarzały się osoby, które poczytały odrobinę (dosłownie) w Internecie i stwierdziły, że nie mają pieniędzy na adwokata. Zatrważająca jest niechęć do wiedzy. W Internecie jest mnóstwo informacji i artykułów poruszające różne aspekty upadłości. Wystarczy odrobinę chęci i można się wszystkiego dowiedzieć.

Chęci tych niestety większości zadłużonych brakuje. Niestety boją się też sądu i kosztów postępowania upadłościowego. Tu znowu kłania się niechęć do czytania. Sądu upadłościowego nie ma co się bać, bo staje on po stronie upadającego dłużnika (opisuję to TUTAJ). Kosztów również nie ma co się obawiać (opisuję to TUTAJ).

Upadłość konsumencka, a ryzyko – strach przed sądem

Wyczułem, że przyzwyczaiwszy się do długów zadłużeni wolą w nich tkwić niż podjąć ryzyko (w ich ocenie) ogłoszenia upadłości. Upadłość konsumencka jest postrzegana jako ryzykowny krok i wiele osób nie wie co po niej. Czy to strach przed nową rzeczywistością bez długów? Być może. Większa część zadłużonych nie miała nigdy wcześniej kontaktu z sądem. To powoduje, że strach rośnie i do obawy przed upadłością dochodzi strach przed sądem. Jak już wspomniałem, obawy te są zupełnie nieuzasadnione.

Tkwienie w długach owocuje wyłącznie tym, że rosną one w postępie geometrycznym. Przy upadłości natomiast upadający pozbywa się całości zadłużeń i zaczyna nowe życie z czystą kartą.

Przyzwyczajenie do długów i tkwienie w nich niesie z sobą również reperkusje finansowe w przyszłości. Temat ten poruszę jednak w odrębnym wpisie.


Skoro tutaj trafiłeś, to prawdopodobnie rozważasz ogłoszenie upadłości. Polecam Ci przygotowane przeze mnie jedyne na rynku unikalne kursy upadłości konsumenckiej. Sprawdź je, klikając poniżej. 👇

2 komentarze do “Upadłość konsumencka, a przyzwyczajenie do długów”

  1. Współżycie z długami hahahaa fajnie powiedziane. Kumpel z pracy ma duże długi i kombinuje podobnie jak napisałeś. Nawet ostatnio się z niego śmiałem i pytałem czy się ożenił ze swoimi długami i czy planuje rozwód. Nie rozumiem jak tak można żyć.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.